czwartek, 13 marca 2014

Rozdział VIII
  Ten wieczór był wyjątkowy. Nadal nie mogłam uwierzyć w to że on do mnie przyjechał.
-Aleks, musimy już iść, umówiłam się z Klarą o 18 na przystanku, jej tata po nas przyjedzie.
-Dobrze Piękna.
Szliśmy przytuleni do siebie. Było jak w niebie.
-Witajcie gołąbeczki
-Ola Klara !
Podeszłam do Klary, przytuliłam ją i szepnęłam do ucha.
-Dziękuję jesteś kochana.
-Nie ma za co.
-Ej Kinga jest moja-zaśmiał się Aleks
-A Ty widzę dobrze mówisz po polsku-wtrąciła Klara
-A no tak, rodzice mnie zmuszają do nauki innych języków, nie chce ale rodziców zdania nie zmienię bo chcą dla mnie jak najlepiej.
-Ooo już mój tata przyjechał, wsiadajcie.
  Tym razem tata Klary nie śpiewał na szczęście. Byłam prze szczęśliwa że Aleks sie tak dla mnie poświęcił. Mój kochany. Było strasznie ciemno, widać było tylko światła samochodów. Pan Kamiński pędził jak oszalały. Usłyszałam tylko klakson nadjeżdżającego samochodu. Potem już straciłam przytomność.
*1 godzina później

-Proszę pana gdzie jest Klara?-pytał Aleks
-Próbujemy ją wyciagnąć.
-Ona to przeżyje?
-Proszę się uspokoić, będzie wszystko dobrze.
-Jak mam się uspokoić? Ona musi przeżyć, rozumie Pan to? Musi !-nie wiedziałem co robić. Kinga jest silna, wyjdzie z tego
-Aleks! Co z nią?- dopytywała Klara
-Strażacy robią co w ich mocy.
-Ej to Kinga!-krzyknęła 
-Kinga Kinga!-krzyczałem
-Proszę się odsunąć, jedziemy do szpitala.
 Twarz Kingi była cała we krwi.
-Mogę jechać karetką z państwem?-zapytałem
-Jesteś jej rodziną?- zapytał lekarz
-Rodziną nie, ale to jest moja dziewczyna. Błagam pana- oczy mi się zeszkliły.
-Dobra młody wsiadaj.
W szpitalu mnie dokładnie jeszcze przebadano, ale nie pozwolili mi zobaczyć się z Kingą. Cierpliwie czekałem z jej mamą. Z sali wyszedł doktor.
-Co z Kingą?-zapytałem
-Już lepiej. Miała dużo szczęścia. Zostanie w szpitalu tylko dwa dni. Skoczyło się tylko kilkoma zadrapaniami na twarzy i złamaną ręką. Nic poważnego. Teraz już możecie do niej iść.
-Aleks! Nic Ci się nie stało?-zapytałam leżąc w szpitalnej sali
-Nic, dobrze że z Tobą wszystko w porządku, martwiłem się.
-To prawda, Aleks to prawdziwy Skarb, czekał razem ze mną- wtrąciła mama
-Co z Klarą i jej tatą?
-Pan Kamiński jest cały i zdrowy, Klara tak samo.
-Mogę z nią porozmawiać?
-No pewnie córeczko. Klara chodź- mama krzyknęła w stronę korytarza
Klara stanęła na środku sali półnieprzytomna we łzach w oczach
-Jezu! Nic Ci się nie stało? Bałam się o Ciebie
Przytuliłam przyjaciółkę. Rozmawiałyśmy bardzo długo, ona wyjeżdża jutro do Gdyni, na szczęście wujek Klary pożyczył im samochód.
-To widzimy się w święta prawda?- zapytałąm przyjaciółkę
-Tak, niestety wczęścniej nie mogę przyjechać do Barcelony bo szkoła
-Rozumiem. Kocham Cię
-Ja Ciebie też. Trzymaj się i dzwoń codziennie.
Tak bardzo pięknie zaczęły się moje wakacje, mówiłam sama do sieb ie ironicznie. Już niedługo Hiszpania mm...
*2 dni później
Aleks nie wracał do domu z moją mamą na noc, ciągle był przy mnie, trzymał mnie za ręke nawet jak spałam. Już dziś wychodzę z tego szpitala. Tylko czekam aż przyjedzie po mnie moja mama. Został tylko tydzień w Polsce.
-Kinga chodźmy już, Twoja mama czeka na nas przed szpitalem, wezmę torbe i chodź.
Aleks był bardzo opiekuńczy, troskliwy jak z bajki. Gdy już dojechaliśmy do domu, nie pozwolił mi nic zrobić, choć nic mi tak bardzo poważnego nie było. Poszłam do pokoju, w którym zostały tylko już puste ściany. Wszystko spakowane. On usiadł koło mnie na łóżku i szępnął do ucha
-Jesteś najwspanialszą i najdzielniejszą dziewczyną na świecie.
Całymi dniami leżeliśmy przed TV albo graliśmy na konsoli, już nawet odliczaliśmy dni do wyjazdu.
Tydzień........6 dni.........5 dni ….......4 dni.......3 dni,.....2 dni....dzień. To dziś jest ten najwspanialszy dzień w moim życiu. Byliśmy w drodze, wszystko przebiegło tak szybko. Czułam się wtedy gdy miałam jechać na trening FC Barcelony, ale jednak teraz to już coś innego. Znów ten sam widok, stadion Camp Nou. Na lotnisku już czekali na nas moi dziadkowie i rodzice Aleksa. Zabraliśmy swoje walizki i podążaliśmy w stronę samochodu. Wszyscy bardzo mile mnie powitali, czułam jakąś więź. Musiałam zmyślać historię złamanej ręki, by rodzice Aleksa się o niczym nie dowiedzieli. Już widać dom dziadków, ale co to?
-Mamo, proszę uszczypnij mnie i powiedz że to sen. Ney, Messi, 'Tata', Bartra, nawet Dani, wszyscy czekali na mój powrót?
-To zasługa Aleksa-odpowiedziała mama
-Jesteś najlepszy-ucałowałam go
Wybiegłam z samochodu i rzuciłam się na szyje wszystkim piłkarzom.
-Dani?-niedowierzała mama
-Vanessa?
Moja mama stała jak wryta. I nagle z daleko zobaczyłam go....
_CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWUJESZ_________________________________________________________________
Tak, wiem krótki, nudnawy. Brak weny jak zawsze. Przepraszam że tak to wszystko zrobiłam w jednym wielkim skrócie ale nie chciałam żebyście umarli z nudów. Rozdział zakończyłam w nieciekawym dla was momencie, ale musicie czekać na dalszą część, która się pojawi jak mnie wena najdzie. A więc z mojej strony to tyle na dziś. Czekam na komentarze...